|
MARIAN STALA
O jednym wierszu Czesława Miłosza. Stróże świata, obłoki.
1.
Lat temu sześćdziesiąt jeden pisał w Wilnie Czesław Miłosz:
-
Obłoki, straszne moje obłoki,
-
jak bije serce, jaki żal i smutek
ziemi,
-
chmury, obłoki białe i milczące,
-
patrzę na was o świcie oczami łez
pełnemi
-
i wiem, że we mnie pycha,
pożądanie
-
i okrucieństwo i ziarno pogardy
-
dla snu martwego splatają
posłanie,
-
a kłamstwa mego najpiękniejsze
farby
-
zakryły prawdę. Wtedy spuszczam
oczy
-
i czuję wicher, co przeze mnie
wieje
-
palący, suchy. O, jakże wy
straszne
-
jesteście, stróże świata, obłoki!
Niech zasnę,
-
niech
litościwa ogarnie mnie noc.
2.
Od tamtej chwili, od roku 1935, napisał
poeta wiele wierszy ważniejszych, pełniej odsłaniających
jego wyobraźnię i światoodczucie... A jednak: bez tych
trzynastu wersów dzieło autora Trzech zim
byłoby uboższe o istotny, choć trudno uchwytny, ton. Nie
potrafię sobie wyobrazić poezji Miłosza bez
Obłoków - tak samo jak nie potrafię sobie
wyobrazić poezji Mickiewicza bez wiersza Nad wodą
wielką i czystą. Wiem: takich sądów nie da się
prosto i jednoznacznie uzasadnić...
3.
Otwierająca wiersz
(a potem dwukrotnie powtórzona) inwokacja pozwala
umieścić Obłoki w rozległym kręgu utworów pokrewnych: nie tylko ze względu na temat, lecz także - gatunek poetyckiej wypowiedzi. Na jednym biegunie owego kręgu znaleźć można retoryczne rymy Adama Naruszewicza, który pisał niegdyś ("w czasie suszy" jak sam powiada):
-
Córy wielkiego płodne
Oceanu.
-
Ożywce mego łanu,
-
Czyste kryształy, lane z chłodnej
rosy,
-
W których wódz złotowłosy
-
Nawrotnycb wieków, zatoczywszy
krasną
-
Teńczę, twarz pławi
jasną;
-
Cóżkolwiek wasze zatrzymuje
kroki,
-
Stokroć żądane
Obłoki!
- na biegunie
drugim zaś pojawi się żarliwy szept Ryszarda
Krynickiego:
-
Ocal mnie, uchroń, wierna
podróży,
-
od kłamstwa mego i naszej epoki.
-
Ty mnie strzeż, Aniele i Stróżu,
-
lecz ty prowadź, Biały
Obłoku.
Inaczej mówiąc:
wiersz Miłosza wpisuje się w przestrzeń, która z jednej
strony budowana jest przez tradycję wzniosłej ody, z
drugiej - intymnej modlitwy. W tej przestrzeni mieszczą
się też powinowactwa z poetyckim wyznaniem i błaganiem,
z rachunkiem sumienia i zaklęciem, z rozmową, jaką
prowadzi się ze światem i z monologiem, kierowanym do
samego siebie... W Obłokach można dostrzec ślady wszystkich wymienionych gatunków... i jednocześnie: nie da się tego wiersza zamknąć w obrębie żadnego z nich...
Jeszcze inaczej:
Obłoki to momentalna suma poetyckich gatunków; to nieustanny, migotliwy ruch pomiędzy gatunkami wypowiedzi, pozwalający zaakcentować doniosłość i niepowtarzalność przekazywanego w wierszu doświadczenia.
4.
Gatunkowej
wielokształtności i nieokreśloności odpowiada szczególne
rozedrganie odzywającego się w Obłokach głosu. Słychać w nim (zwłaszcza w kilku pierwszych słowach) niemal teatralny dystans; słychać w nim także nie dające się opanować, burzące wszelkie formy - emocje... Jest w nim pełna buntu skarga - i jest spokojna rezygnacja. Jest ekstatyczne, pełne rozpaczy, przeżywanie - i jest wyzbyte nadziei wewnętrzne znieruchomienie, wyciszenie...
5.
"Obłoki...":
pierwsze słowo, pierwsza inwokacja wiersza stawia
naprzeciw siebie (mówiącego) człowieka i jakiś, nie do
końca określony, świat. Słowa następne ("straszne moje
obłoki...") naznaczają ów świat subiektywnym przeżyciem,
sprawiają, iż staje się on czyimś światem, światem
czyichś emocji. W ten sposób to, co zewnętrzne - miesza
się z tym, co wewnętrzne. "Obłoki" stają się częścią
dramatu rozgrywającego się tyleż w świecie, ile w
ludzkiej duszy... To uwewnętrznienie potwierdzone jest
przez następne obrazy, zestawiające pełne niepokoju
ludzkie serce i "smutek ziemi "...
A zatem: stanięcie
naprzeciw świata, spojrzenie w górę, w obłoki, jest w
wierszu Miłosza równoznaczne ze spojrzeniem we własne
wnętrze, ze szczególnym rachunkiem sumienia. Ten akt
samopoznania okazuje się doświadczeniem niezwykle
dramatycznym, przynoszącym duchowe i cielesne
cierpienie... Przede wszystkim zaś: odsłania ogrom zła,
ogrom grzechów obciążających tego, kto się spowiada. Są
pośród tych grzechów "pycha, pożądanie / i okrucieństwo
i ziarno pogardy". I jest kłamstwo, którego
"najpiękniejsze farby / zakryły prawdę".
6.
Metafora "farby
kłamstwa" spokrewnia ze sobą to, co należy do królestwa
zła, i to, co należy do dziedziny sztuki. Ta metafora
jest jedynym sygnałem tożsamości bohatera wiersza,
jedynym potwierdzeniem faktu intuicyjnie traktowanego
jako oczywistość: głos odzywający się w
Obłokach jest głosem artysty. To artysta (jeśli
ktoś chce: sam poeta) wyznaje swoje grzechy; to artysta
pokazuje zło jako źródło sztuki; to artysta ostrzega, iż
sztuka zrodzona z grzechu prowadzi do "snu martwego" (a
więc: zabija duszę?) i przesłania prawdę... Wreszcie: to
artysta trzykrotnie zwraca się do obłoków i błaga:
"Niech zasnę, / niech litościwa ogarnie mnie noc".
7.
Między inwokacjami do obłoków a końcowym przywołaniem nocy istnieje dość wyraźne (co nie znaczy: łatwo dające się nazwać) napięcie. Wymusza ono zadanie podstawowego pytania: co znaczy, co symbolizuje tytułowy obraz wiersza?
Odpowiedź jest jeszcze jednym dowodem wielokształtności utworu Miłosza i nieuchwytności jego sensu... Obłoki obdarzone zostały przez poetę fundamentalną wieloznacznością. Są obrazem jakiegoś porządku zewnętrznego wobec człowieka, ale zarazem: należą do jego wnętrza, współtworzą jego duchowy krajobraz. Są symbolem sumienia, jego obecności, jego nieustannego czuwania - i są (to także wydaje mi się niewątpliwe) materializacją grzechów. Jako głos sumienia - odsłaniają zło i przynoszą cierpienie; jako ucieleśnienie grzechów - przesłaniają świat, stają na drodze do prawdy... Są zatem "stróżami świata" w podwójnym sensie: 1) pilnują jakiegoś porządku, 2) zamykają twórcę w obrębie kłamstwa (także: w obrębie ułudy, jaką jest sztuka)...
Ambiwalencja
znaczeń "strasznych obłoków" nieuchronnie przydaje
dwuznaczności wspomnianemu przed chwilą wezwaniu nocy.
"Litościwa noc" symbolizuje, jak się zdaje, brak
cierpienia... Ten stan można osiągnąć zarówno przez
odrzucenie zła, jak przez poddanie się narkotycznej sile
kłamstwa (a więc znowu: sztuki)... Na końcu każdej z
dróg czekają "obłoki, straszne (...) obłoki".
8.
W roku 1935
Obłoki były, jak zgaduję, spowiedzią młodego poety, który zapragnął odsłonić dwuznaczność własnej sytuacji i straszność duchowych źródeł piękna. Ta spowiedź (domyślam się dalej) musiała uderzać swą intensywnością - chociaż nie odkrywała rzeczy całkiem nowych.
Sześćdziesiąt lat
później Obłoki odbijają się w całym dziele Miłosza; i odwrotnie: to dzieło przegląda się w trzynastu wersach napisanych niegdyś w Wilnie. To podwojenie obrazu pozwala przypomnieć dwie sprawy...
Po pierwsze: w
całym dziele Miłosza niechęć do sztuki czystej, do
obrzydliwości "rytmicznej mowy, / Która sama
siebie obrządza, sama postępuje" należy do wątków stałych. Niewątpliwie - jednym z powodów owej niechęci jest przekonanie, że sztuka skupiona na samej sobie zbyt łatwo zapomina o złu, jakie tkwi w realnym świecie. A więc: usypia siebie i nas.
Po drugie: równie ważne jest w obrębie Miłoszowskiego dzieła przekonanie o możliwości (a nawet: konieczności) budowania wartości pozytywnych na czymś, co w zasadzie jest negatywne. Na doświadczeniu samotności, cierpienia, pustki. Na poczuciu własnej grzeszności...
Kiedy czytam
dzisiaj Obłoki , zdaje mi się, że dwudziestoczteroletni Miłosz już to wszystko przeczuwał...
W Opowiadaniu
dydaktycznym , pisanym w latach sześćdziesiątych, a przypomnianym w najnowszym tomie wierszy, wspomina Tadeusz Różewicz o bliskim jego sercu śmietniku wielkomiejskim i wyznaje:
-
poeta śmietników jest bliżej
prawdy
-
niż poeta chmur
-
śmietniki są pełne życia
-
niespodzianek.
Nie wiem, czy autor
Obłoków jest poetą chmur w tym sensie, o jakim myślał Różewicz. Sądzę jednak, iż inwokacje do obłoków mogą odkrywać doświadczenie poetyckie równie wielkie, zaskakujące i dramatyczne - jak penetracja śmietników... Rzecz w tym, co się w owych chmurach zobaczy.
|