Społeczny Instytut Wydawniczy Znak Oficjalna strona intenetowa Czesława Miłosza
Wypowiedzi o Miłoszu - 3  


Robert Pinsky:

Ten fenomen - znaczenie wschodnioeuropejskiego poety, piszącego w języku kraju, który nigdy nie był mocarstwem, dla amerykańskich poetów młodszych niż on sam - ma swoją własną historię. Silny związek z poezją Czesława Miłosza można zaobserwować wśród amerykańskich poetów jeszcze przed otrzymaniem przezeń w 1980 roku Nagrody Nobla, przed czasem "Solidarności" w Polsce, zanim wersy Miłosza wyryto na pomniku w Gdańsku, zanim zajął on należne mu miejsce w kraju, w którym od wielu lat zabronione było publikowanie jego utworów, a nawet wymienianie jego nazwiska.
(...)
Co jednak skłoniło amerykańskich poetów, by uznać dzieło Miłosza za tak ważne, nawet przed jego oficjalną nobilitacją w 1980 roku? (...) Można odpowiedzieć na przykład tak: poeci odnaleźli w tym dziele ludzką reakcję na historię, historię nie traktowaną ani jako zbiór ideologicznych czytanek (a więc według determinizmu starej daty), ani też jako laboratorium ironicznych sceptycyzmów (w obecnym rozumieniu determinizmu). Wiersze Miłosza zdają się raczej proponować intelektualną i emocjonalną reakcję na historyczną rzeczywistość, osadzoną poniekąd w bezcennym środku życia. (...) Albo jeszcze inaczej: bezcenna tajemnica, której ambitni poeci szukają w twórczości Miłosza, jest po prostu rodzajem skupienia, zdolnością zaskakiwania, ale zaskakiwania obdarzonego głębokim sensem uczuciowym. Szukają w nim głosu sumienia, a on rozpisuje się o zapachu lewkonii, duszy Linneusza, o tym, jaki jest byt.

Fragment: Rodzaj skupienia , "Apokryf" nr 9, czerwiec 1999 - dodatek do "Tygodnika Powszechnego"




Jacek Podsiadło:

Czesław Miłosz to postać gigantyczna. Tak krótka forma nie pozwala na sporządzenie jego "portretu", ale wystarczy chyba, aby dorysować portretowi już istniejącemu wąsy lub zeza.

Jeśli zez, to rozbieżny. Spojrzenie poety obejmuje niezmierzone połacie - nie tylko ze względu na liczbę zapisanych kart, ale przede wszystkim dzięki niezwykłej pojemności już pojedynczych zdań. Choćby opisywał jedynie świat widzialny, np. "szerokie palce hawajskiej paproci" jako wszystko, co zostało po filozofii, mówi jednocześnie o tysiącu rzeczy niewidzialnych, o "ogrodzie nieznanym po drugiej stronie czasu". Bądźmy wdzięczni Miłoszowi za opisanie świata, bo nawet jeśli jest to świat jednego tylko człowieka, w dodatku niedoskonały i nie do końca poznany, to jego opis jest prawie pełny i prawie skończony. Robi, co może: opisuje.

Łatwiej od pisania laurek przychodzi mi "dawanie świadectwa". Może więcej niż o Miłoszu mam do powiedzenia o uniesieniach, jakie powodował i - daj Boże - nadal powoduje? Kiedy otrzymał Nobla i przebąkiwano gdzieniegdzie o politycznych przesłankach tego faktu, zaprzyjaźniony poeta skwitował to krótko: "Przecież Miłosz to taki poeta, że ten Nobel to oni mogą sobie w dupę wbić, ci szwedzcy królowie". Byliśmy młodzi, byliśmy w tej krainie, do której i on często wraca jak do szkoły po zapomniany worek z kapciami, piliśmy alkohol, czytaliśmy jego wiersze i spaliśmy przy ognisku; i to nas usprawiedliwia. Tego też nas nauczył: usprawiedliwiania świata. Usprawiedliwiania nieobecności, usprawiedliwiania grzechów młodości i grzechu starości. Skupiając się na liściach paproci albo pokrzywie i oście, skupia się, "podstępnie sprawiedliwy", na okolicznościach łagodzących. Kojących. Na bólu skupia się rzadziej, lecz ból sam się nam przypomni. Jasne, że takie łagodne spojrzenie na świat jest trochę skrzywione.

Ale ładnie Panu z tym zezem, Panie Czesławie.

Fragment: Czesław Miłosz to postać gigantyczna... , "Rzeczpospolita" 2000.08.05.




Aleksander Schenker:
językoznawca, profesor Yale University

On był zupełnie osamotniony, jemu się wydawało, że pisze wiersze właściwie nie wiadomo po co, że je rzuca do oceanu. I stał nad tym oceanem, patrzył w stronę Azji i mówił: właściwie to już jest koniec świata...

Fragment wypowiedzi z filmu Czarodziejska góra. Amerykański portret Czesława Miłosza.

Uważa się go w Ameryce za bardzo wybitnego poetę. (...) Może dla niektórych Amerykanów jest w nim coś egzotycznego, a inni uważają Miłosza za poetę zbyt intelektualnego, wręcz przeintelektualizowanego. Jednak wielu z nas ceni sobie jego mistyczne podejście do świata, postawę pełną czci i nabożności wobec całej egzystencji.
Myślę, że Miłosz jest poetą nieustających poszukiwań, dążącym do znalezienia formy odpowiadającej zmieniającym się temperamentom historii, próbującym mediować między tym, co wielkie, i tym, co małe. (...) Większość poetów amerykańskich przemawia głosem nie do końca osobistym, a ludzie u nas też pragną usłyszeć głos twórców sięgających po wielkie tematy, wykraczające poza czystą subiektywność. Cenią twórców, którzy próbują wyrazić pełnię ludzkiego doświadczenia. Miłosz to przy tym wielki intelekt - twórca zdolny do stawiania wielu pytań, który jednocześnie ma niemal burleskowe poczucie humoru: z jednej strony jest szalenie serio, a z drugiej okropnie ironiczny, prawie jak w niemych komediach filmowych. Jest jak Charlie Chaplin.

Fragment: Charlie Chaplin, "Apokryf" nr 9, czerwiec 1999 - dodatek do "Tygodnika Powszechnego"



o swoim konflikcie i pogodzeniu się z Miłoszem w wywiadzie Tomasza Fiałkowskiego Dziwność świata i tajemnica zamieszczonym w "Tygodniku Powszechnym" 1999.

- Wiąże się z tym mój konflikt z Miłoszem.

- Ten konflikt miał chyba przede wszystkim charakter osobisty? Pańska deheroizacja wojny i krytyka mitu romantycznego powinna być Miłoszowi bliska. Rozumiem, że poszło o opowiadanie Koniec legendy, rozgrywające się w Sylwestra 1944 w Goszycach, w którym on występuje, choć - jak wszyscy bohaterowie - pod zmienionym nazwiskiem. Nie jest to postać zbyt sympatyczna...

- Mam wrażenie, że Miłosz poczuł się głęboko dotknięty nie tylko tym portretem, ale przede wszystkim mną samym... Przyszedłem do Goszyc z lasu, niby to na urlop, który okazał się końcem mojej kariery partyzanckiej, i nie byłem dobrym obiektem do budzenia sympatii. Pojawił się Miłosz, którego poezję już wtedy podziwiałem, ale osobiście go nie znałem. Nastąpiło starcie: według niego partyzantka i całe zbrojne podziemie do niczego już wtedy nie prowadziły, jedyny sposób ratunku widział w podjęciu jakiegoś rodzaju współpracy, kolaboracji z tym, co przychodzi. Goszyce, które dla wielu, dla mnie też, stanowiły szczęśliwy azyl, jemu - powiedział mi to znacznie później - przypominały Nawłoć z Przedwiośnia Żeromskiego. Byłem dla niego częścią rzeczywistości tej nowej Nawłoci.

- Wspomniał Pan w którymś wywiadzie, że Miłosz w Panu - partyzancie z lasu, który usiłuje bronić sensu własnych działań - widział po prostu nacjonalistę.

-Tak, przypuszczam, że uważał mnie za prawicowca - którym nie byłem, ale trudno mu to było wytłumaczyć. Dwukrotnie próbowałem go odwiedzić, raz w Paryżu, drugi raz w Berkeley, za każdym razem odwoływał spotkanie. Ostateczne pojednanie nastąpiło całkiem niedawno, w Krakowie, przy okazji przyjazdu Henry Kissingera. Uczestniczyłem kiedyś w Ameryce w międzynarodowym seminarium, które Kissinger organizował, no i kiedy przyjechał kilka lat temu do Krakowa, zażyczył sobie, żebym wziął udział w wydanej na jego cześć kolacji. Okazało się, że wyznaczono mi przy stole miejsce obok Miłosza. Siedzieliśmy dosyć drętwo, w pewnej chwili Miłosz złapał mnie za łokieć i mówi: Wie Pan co, jesteśmy obaj staruchami, cokolwiek między nami zaszło, należy do przeszłości i nie ma już znaczenia. Proponuję, żeby się pogodzić. Oczywiście i zdziwiło mnie to, i ucieszyło. Trochę później Miłosz odwiedził nas w domu, na Helclów, a kiedy odprowadzałem go do taksówki, uściskał mnie nagle i pocałował.




Jerzy Turowicz:

Nie moją jest rzeczą mówić tu o twórczości Czesława Miłosza, inni to robili, robią i będą robić w sposób dużo bardziej kompetentny. Powiem tylko, że ta twórczość jest wielkim światłem literatury naszego czasu, w skali nie tylko polskiej. Poezja ta, sięgająca szczytów artyzmu, jest w pełni oryginalna w tym sensie, że Miłosza nie można przypisać do żadnej "szkoły", ani też niełatwo byłoby znaleźć jego uczniów czy naśladowców. Ale przede wszystkim jest to poezja, jak też i cała jego twórczość, pełna mądrości, głębokiej refleksji i zadumy nad światem i nad kondycją ludzką, poezja metafizyczna, poezja, która pomaga rozumieć świat, w którym żyjemy i czas, w którym żyjemy.

Fragment: Osiemdziesiąt pięć, "Apokryf" nr 9, czerwiec 1999 - dodatek do "Tygodnika Powszechnego"




Tomas Venclova:

Jak mało który pisarz w obecnej dobie Miłosz zachowuje poczucie hierarchii wartości. Na sceptyczny i relatywistyczny język naszej epoki spogląda z dystansu i z głęboką nieufnością.
(...)
To, co mógłby ktoś nazwać konserwatyzmem Miłosza, jest nade wszystko dążeniem, aby nie poddać się prądowi rzeki Heraklita. Miłosz interesuje się strukturami głębokimi ludzkiego doświadczenia, językiem kultury określającym jej funkcjonowanie w czasie - jej mowę. Jeśli jest podatny na nostalgię, to jest to tęsknota nie za utraconą ojczyzną czy nawet dzieciństwem, ale za utraconą skalą wartości, za samą kategorią wartości, za kulturą, za językiem.
(...)
Poezja, zdaniem Miłosza, powinna być eschatologiczna, to znaczy ustawiona wzdłuż osi czasu, skierowana ku przyszłości; bez poezji nie ma przekształcenia świata i języka. Po trzech epokach, zwięźle i przekonująco opisanych przez autora - Wieku Rozumu, Wieku Uniesień i Wieku Postępu - bez wątpienia żyjemy w czwartej i najgorszej, w Wieku Rozpaczy; ale są wiersze, włącznie z wierszami samego Miłosza, które zwiastują nadejście nowej epoki - Wieku Nadziei w Beznadziejności.

Fragment eseju: Poezja jako pokuta, w: Kształty nadziei, NOWA, 1995



Helen Vendler:
krytyk, profesor literatury Harvard University

Wielkim sukcesem Miłosza jest zmniejszenie wielkich wydarzeń historycznych do wiersza i umieszczenie ich w subtelnym otoczeniu liryki, a jednocześnie rozszerzenie liryki tak, abyśmy odczuwali w niej nacisk historii.
(...)
To, co uderzyło mnie najbardziej, to jego zainteresowanie szczegółem znajdowanym w wartkim strumieniu czasu, czy to egipski flakonik do kosmetyków widziany w muzeum czy jedwabny sukienka, czy chleb na stole.

Fragment wypowiedzi z filmu Czarodziejska góra. Amerykański portret Czesława Miłosza.



Kazimierzy Wyka:

Wyrósł nad głowy swoich rówieśników i rywali poetyckich. Stoi przed nim trud już nie tylko na miarę jego pokolenia, któremu dotąd sprostał jako artysta, łamał się i walczył jako człowiek ustalający swoje miejsce w rzeczywistości. Trud na miarę poezji, która nie przemija, gdy przemijają jej czasy.

Fragment: Ogrody lunatyczne i ogrody pasterskie, 1946.



Andrzej Zawada:

(...)
Poezja Czesława Miłosza to żywiołowa afirmacja istnienia. Obszerne trzy tomy zbiorowego wydania Wierszy są zapisem stale odnawiającego się podziwu dla bezgraniczności życia. Podziw ten przeniknięty jest magicznym czy też pierwotnie religijnym przeżywaniem istnienia. Intensywnym, zmysłowym i duchowym zarazem, w sakralnej nierozłączności tego co fizyczne i tego co mentalne.

(...)
Potrzeba ładu, rytmu i formy znaczy, jak zawsze u Miłosza, metaforycznie, czyli wielostronnie. Tęsknota do porządku słów jest tęsknotą do porządku uniwersalnego - przecież końcem tego porządku stało się pomieszanie języków przy budowie wieży Babel. Pierwszym zadaniem poety jest według Czesława Miłosza pomagać językowi w odzyskiwaniu sił. Zaś zasługą jego poezji jest przebłyskujące z jej zdań, wyczuwalne za zasłoną słów, przeczucie porządku.

(...)
Fenomen poezji Czesława Miłosza polega również i na tym, że każdy kolejny jej zbiór z łatwością przekracza granice, które poprzedni wyznaczał jako - zdawałoby się - nieprzekraczalne. Życie pisarza jest zaś samo w sobie dziełem, którego odczytanie przynosi wiedzę o twórcy, a równocześnie staje się przypowieścią o losie artysty naszego stulecia.

Fragmenty z książki Miłosz, Wyd. Dolnośląskie, Wrocław 1996.
powrót  

STRONA GŁÓWNA

WSPOMNIENIE O MIŁOSZU

ŻYCIORYS

WYPOWIEDZI O MIŁOSZU

OPRACOWANIA

WYWIADY

RECENZJE

KSIĄŻKI W ZNAKU

DZIEŁA ZEBRANE

TEKSTY

RĘKOPISY

PLIKI MP3

BIBLIOGRAFIA

WYDAWNICTWO ZNAK

www.milosz.pl