|
MARIAN
STALA
W drodze do paru znaków doskonale czystych.
1. Nieustanna
obecność Czesława Miłosza w polskim życiu ostatnich lat
zmieniła obraz jego dzieła i osoby, ukształtowany w
poprzednich dekadach. Twórczość poety, niegdyś dostępna
nielicznym wtajemniczonym, dzisiaj zaś przedstawiana
czytelnikom "Gazety Wyborczej" i "Rzeczpospolitej" (a
także: komentowana w kolejnych, coraz bardziej
dociekliwych książkach, szkicach i esejach) - jest w
przekonaniu wielu czytelników zjawiskiem nie tylko
znanym, lecz także rozpoznanym, uporządkowanym, w pewnym
sensie: zupełnie jasnym i oczywistym... To
przeświadczenie nie jest całkowicie bezpodstawne, w
końcu - kontury poetyckiego świata Miłosza są całkiem
nieźle obrysowane. Zarazem jednak: to przeświadczenie,
odsłaniając część prawdy, zaciemnia inny jej fragment,
bodaj donioślejszy. Miłosz z końca wieku, znany i
rozpoznany, nie jest wcale poetą łatwiejszym, bardziej
niż kiedyś dostępnym. Przeciwnie: dzisiejsza lektura
jego dzieła jest zadaniem znacznie trudniejszym od lektury sprzed lat.
Miłosz z lat dziewięćdziesiątych jest poetą trudnym nawet wtedy (zwłaszcza wtedy?), gdy występuje przeciw poezji niezrozumiałej, gdy układa wypisy z ksiąg użytecznych, gdy zwraca się w stronę tego, co rzeczywiste. Jest trudny, gdyż domaga się szczególnego skupienia i uważności, a więc cech nieznanych większości dzisiejszych użytkowników kultury...
O tej paradoksalnej trudności, ukrytej w jasnych zdaniach i zwyczajnych obrazach myślałem, czytając najnowszą książkę Czesława Miłosza.
2. Paradoksalny
(albo, jeśli ktoś woli: ryzykowny) jest już tytuł:
Piesek przydrożny. Miłosz
powiada, iż "ta śmieszna i czuła nazwa" zrodziła się
("pewnie we śnie nad ranem") z myślenia o pokoleniach
zwierząt, towarzyszących ludziom w ich codziennej
krzątaninie, w wędrówce przez świat. Równie
prawdopodobne jest jednak przypuszczenie, iż "piesek
przydrożny" to autoironiczne określenie sytuacji samego
twórcy. Proszę pomyśleć: wielki poeta, przez kilka
dziesięcioleci usiłujący schwytać "dzikiego łabędzia
Świata", poeta uparcie poszukujący istoty rzeczywistości - w swym późnym dziele spogląda na samego siebie jak na zwierzątko, skazane na świadectwo zmysłów, obwąchujące i obszczekujące to, co zjawia się przed nim, na drodze... Niezwykła, dająca do myślenia metafora. Metafora, dodająca blasku i nowych znaczeń dawnym słowom Miłosza:
- Gdybym miał przedstawić czym jest dla mnie
Świat
- wziąłbym chomika albo jeża albo kreta,
- posadziłbym go na fotelu wieczorem w teatrze
- i przytykając ucho do mokrego pyszczka
- słuchałbym co mówi o Świetle reflektorów,
- o dźwiękach muzyki i ruchach baletu.
3. Trudna do
nazwania (a przez to zmuszająca do refleksji) jest także
gatunkowa tożsamość współtworzących nową książkę Miłosza
utworów. Najprościej byłoby rzec, iż są to wypowiedzi,
umieszczone w przestrzeni, której granice wytycza z
jednej strony poetyka aforyzmu, z drugiej - zarysu
(streszczenia?) tekstu z rozbudowaną fabułą. Wewnątrz
tak określonej przestrzeni znaleźć można notatki,
fragmenty, zapisy, medytacje, przypowieści... Wszystkie
te formy (w kształcie nadanym im przez poetę) naznaczone
są jednocześnie otwartością i zamkniętością,
potencjalnością i skończonością. Miłosz (jeśli dobrze
rozumiem jego intencje) chciałby przekonać swoich
czytelników, iż przedstawia im coś, co jest tylko
możliwością literatury, zbiorem pomysłów na dzieło,
"tematów do odstąpienia", zadań do przemyślenia. Z drugiej strony jednak: dwuznacznego, sprzecznego wewnętrznie statusu wspomnianych utworów - nie da się zmienić bez zniszczenia ich istoty. Pomysły muszą pozostać pomysłami, tematy do odstąpienia - nikomu nie zostały i nie zostaną odstąpione, a ich podjęcie przez innego twórcę byłoby równoznaczne z napisaniem całkowicie odrębnego dzieła. W ten sposób niemożliwość zrealizowania pewnej formy literackiej wypowiedzi - okazuje się szansą istnienia literatury w innej formie, w innym stanie skupienia...
4. Wieloznaczność
tytułu i gatunkowa niejasność składających się na
Pieska przydrożnego utworów - to pierwsze kroki prowadzące w stronę centralnego problemu nowej książki Miłosza. Krokiem kolejnym, znacznie donioślejszym, są dwa epigrafy z pism Lwa Szestowa, którymi poeta poprzedzi! swe własne rozważania. Pierwszy z nich, parafrazujący kartezjańskie "Cogito, ergo sum", głosi:
"Cogito, sum: certum est quia impossibile"
("Myślę, jestem: to pewne, ponieważ niemożliwe").
Drugi,
zaczerpnięty z książki Priedposlednije słowa , rozważa kwestię prawdy i brzmi jeszcze bardziej dramatycznie:
Być może prawda jest z natury taka, że uniemożliwia obcowanie ludzi z ludźmi, w każdym razie obcowanie za pośrednictwem słowa. Każdy może ją znać dla siebie, ale po to, żeby wejść w związki z bliźnimi, musi wyrzec się prawdy i przyjąć jakiekolwiek umowne kłamstwo.
Nie wiem, czy
Miłosz po prostu i bez reszty utożsamia się ze
stanowiskiem zajętym przez Szestowa; zarazem: niemal
pewne wydaje mi się to, iż autor Pieska pozostaje w kręgu, wyznaczonym przez przywołane przed chwilą sądy. A także to, iż bardzo bliski mu jest ich ton i emocjonalna aura.
5. A zatem - w
centrum wypełniających nową książkę Miłosza medytacji, w
samym środku pospiesznie notowanych myśli i wrażeń,
pojawia się kwestia prawdy: jej trudności, jej
sprzeczności, jej bolesności... Przy czym: prawda, o
której mówi poeta, jest problemem nie tyle teoretycznym,
ile egzystencjalnym - dlatego też dążenie do niej (i
zetknięcie z nią) pokazywane jest w Piesku
przydrożnym w ścisłym związku z różnymi (zawsze nacechowanymi podmiotowo) sytuacjami i sposobami przeżywania rzeczywistości.
Jest pośród owych sytuacji dręczące w swej dosłowności, cielesności nawet, poczucie ograniczenia ludzkich władz poznawczych, dyktujące słowa:
...powinienem wiedzieć wszystko, co dzieje się teraz, równocześnie, w każdym punkcie ziemi, powinienem móc wnikać w umysły moich współczesnych i ludzi o kilka pokoleń później, a także tych, którzy żyli dwa tysiące i osiem, tysięcy lat temu. Powinienem, i co z tego (s.8).
Jest pośród nich pokrewne wskazanemu przed chwilą doznanie bycia wewnątrz jakiejś konkretnej rzeczywistości, skutecznie uniemożliwiające jej właściwe, zobiektywizowane rozpoznanie:
Żyjemy wewnątrz i nie ma na to rady, tak jak krety poruszają się pewnie pod ziemią, natomiast powietrzne zewnątrz, gdzie świeci słońce i śpiewają ptaki, jest dla nich obcym żywiołem. [...] żyjemy we wnętrzu Lewiatana, do którego stosują się nazwy: miasto, społeczeństwo, cywilizacja, epoka, czyli wszelkie słowa dotyczące międzyludzkich działań (s. 306).
I jest także głęboko pesymistyczne odczucie nieprzekazywalności własnych (nie tylko prywatnych, lecz także należących do porządku literatury) doświadczeń, ich niedostępności dla tych, którzy przyszli później:
Byłem i wiem, bo widziałem. Otoczony jestem ludźmi, którzy urodzili się później, ale ciągle mi się zdaje, że coś tam muszą z tego wiedzieć. Naprawdę nic nie wiedzą, a jeżeli, to piąte przez dziesiąte. Podobnie ze szczegółami mego życiorysu i książkami, które napisałem. Wyobrażamy sobie, że inni to śledzą i że to ich obchodzi. Coś tam słyszeli, ale mętnie i niepewnie (s.125).
6. Wpisane w
rozważania Miłosza intensywne przeżycie niedostępności i
nieprzekazywalności prawdy nie burzy przeświadczenia
poety o jej - prawdy - istnieniu i doniosłości, budzi
natomiast nieufność do takich wypowiedzi, w których
racje cząstkowe występują jako racje absolutne. Ta
negatywna postawa przybiera w Piesku
przydrożnym postać niechęci do historii, a nawet
więcej: do każdej zarażonej przez ideologię wizji
przeszłości i przyszłości. Tej niechęci, z kolei,
przeciwstawia poeta szczególnie pojmowane nastawienie na
teraźniejszość, o którym mówi jeden z najbardziej
zastanawiających fragmentów Pieska :
Według książki
buddyjskiego mnicha, którą czytam, samą istotą
buddyzmu jest mindfulness . Chyba można to przetłumaczyć jako uważność [...] albo bycie uważnym. Znaczy to przyjmować z uwagą to, co jest teraz, zamiast zwracać się ku temu, co było, albo do tego, co będzie. [...] Oby moje wiersze pomogły ich czytelnikowi zamieszkać w teraz. I obym jako człowiek został wyleczony z chorób pamięci (s. 19).
7. Medytacja wedle
wzorów wschodnich nie jest ani jedynym, ani
najważniejszym pośród zalecanych przez poetę leków na
"choroby pamięci" i nieuchwytność rzeczywistości. Droga
do prawdy jest w nowej książce Miłosza przede wszystkim
drogą wiary; jest więc owa książka kolejnym dziełem
poety wyraźnie łączącym perspektywę poetycką i
teologiczną. Po raz kolejny także opowiada się autor
Pieska przydrożnego po stronie takiej wiary,
która uzasadnień szuka raczej w słowach Szestowa niż św.
Tomasza, która wyżej stawia irracjonalny paradoks niż
rozumowy dyskurs, która świadoma jest własnych
sprzeczności... I, również po raz kolejny, powtarza
poeta: "Jestem wdzięczny za to, że kiedyś, dawno [...]
przyjęto mnie do rzymskokatolickiego Kościoła", ciesząc się, iż dane mu było zestarzeć się w dziękczynieniu...
Najjaśniej
pokazuje wszystkie wymienione właśnie wątki Opowieść
o nawróconym, która nie tak dawno wywołała w
"Tygodniku" osobną i rozległą dyskusję; najbardziej
dramatycznie - notatka o tytule Wierzyć, nie
wierzyć , kończąca się niepokojącym, realnym i odrealnionym, obrazem pogrążonej w modlitwie wspólnoty:
Bo są tutaj, obok mnie, w kościele, robią znak krzyża, wstają, klękają, a ja domyślam się, że w ich głowach dzieje się to samo co w mojej, to znaczy bardziej chcą wierzyć, niż wierzą, albo wierzą chwilami. [...] Być z nimi, w kościele, jest ważniejsze niż mędrkować na własną miarę - czyż nie tak czuje i myśli większość z nich w kościelnym budynku, dając okazję do narzekań na religię obrzędową, ale zarazem dokonując aktu pokory? Może zbliżam się i mówię: ťciepło, ciepłoŤ, kiedy nagle mam wizję całego zgromadzenia nago - istoty zwierzęce obojga płci, z ich włochatościami, seksem, deformacjami na widoku, łączące się w obrzędzie wysokiej, niecielesnej adoracji - czy może być coś bardziej niesamowitego? (s. 27-28).
8. W aforystycznej
notatce Teologia, poezja znaleźć można
twierdzenie, iż poezja kończącego się stulecia "jest
zbieraniem danych o rzeczach ostatecznych, i wypracowuje
po temu swój język, który teologia może wykorzystać albo
nie" (s. 35). W zgodzie z tym właśnie twierdzeniem (choć niezgodnie z konstrukcją całości) skłonny byłbym rzec, iż najistotniejszym fragmentem nowej książki Czesława Miłosza są nieliczne, epigramatyczne wiersze.
Poeta mówi:
- Ależ to wcale takie trudne nie jest.
- Pan Bóg stworzył świat. A jak dawno temu?
- Niedawno. Dzisiaj rano. Chyba przed godziną.
- Bo kwiaty otwierają się, ledwie co dokończone
- - i świat na chwilę, na cztery wersy, jest
jasny,
- stworzony na nowo.
Poeta mówi:
- Od tamtej
wiosny, kiedy chodził drogami Galilei,
- Wydaje się daleko, a jest blisko.
- Prosiłem tam: "Miej litość nade mną
grzesznym".
- I dalej słyszę: "Gdzie skarb twój, tam serce
twoje"
- i czas na
moment, na cztery wersy, wraca do źródła, staje się
czasem oczyszczonym.
Ten rodzaj poetyckiego skupienia, ta odmiana czystości i siły słowa - pojawić się może tylko po przejściu bardzo długiej drogi.
|